Mądra śmierć na monitorze

Cytaty z dokumentu Ewy Borzęckiej są bardzo pełne i ważne. Film „Arizona” więc z zabawny tylko i tragiczny portret społeczności, osieroconej przez dawny ustrój. W popegeerowskiej wsi Zagórki, jedyną przepustką do chwil dobra i harmonie jest tanie wino.

Ewa Borzęcka postanowiła zrobić filmowy portret transformacji społecznej. Przy okazji uwieczniła uroki wiejskiej mentalności. Bohaterowie, bez krzty wstydu, opowiadają przed kamerą o własnym mieszkaniu. Cela jest tutaj niemal konfesjonałem, który namawia do wysoce osobistych wyznań. Dawka szczerości jest dobrym plusem tego filmu. Podczas zalewu wyreżyserowanych gier i zmanierowanych ludzi, wiejska prostota jest pięknie ożywczym. Docenili wówczas nie tylko recenzenci, a także widzowie, którzy do dziś chętnie wracają do tego, sędziwego już, dokumentu.

„Dlatego żyję bo ja burka zjadłam”. Starsza pani nie boi się opowiadać o własnym życiu. Cela nie przeszkadza jej w prowadzeniu o odejściu i samotności. Nie zamyka także łez, gdy podnosi własne życie, przerwane przez wojnę (również o smalcu z psa, który uratował ją z śmierci głodowej). Dzięki temu, kocha psy, koty i … Arizonę. Straciła naszą rodzinę, zostało jej dlatego tylko same realizowanie przez schyłek życia. Nic zatem dziwnego, że szuka pocieszenia w alkoholu. Jak sama przyznaje, jest silną kobietą, więc bóg na może to doceni, czasem nawet sam powoduje jej buteleczkę na stół przy łózku.

„Jestem wierna i kurwa pijaczka”. W tej zachodniopomorskiej wsi, przeważają ludzie myślący, jednak najgorliwiej uważają oni w zbawienną moc Arizonki (jak ją pieszczotliwie nazywają). Można z nich szydzić, jednak trudno winić ich zbyt to, co ich przyszło. Przez kilkanaście lat mieli zapewnioną działalność i źródło utrzymania, przystosowali nasze trwanie do tego dzisiaj rytmu. Gdy ustrój się zmienił, średnio o nich stracono. „Arizona mnie została… a z nią występuję,… wypiję, dam się i nic ciż nie boli”. Arizona jest to jedynym środkiem na bolączki imvu credits transformacji.

Obraz ten wielokrotnie stosowany jest jak pole do szyderstwa z bohaterów. Lokalne intrygi, podsłuchiwanie sąsiadów i zakrapiane hulanki. Łatwo stanowi zatem wyśmiać a ze końcem sumienia uznać, że jesteśmy przydatniejsi. Warto jednak wczuć się w postać dorosłych ludzi, którym wmawiano, że duża praca wystarczy. Obraz mieszkańców ukazuje koszty, jakie poniosło wielu obywateli, licząc w przyszłe obietnice państwa. Wpajany im obraz sukcesu, polegający tylko na sumiennej pracy, na ich oczach rozkrusza się. Nie dziwi wtedy to, że szukają choć chwili szczęścia, przynajmniej w fascynującej drodze do imvu credits Arizony.

Łatwo jest oceniać imvu credits bohaterów, stojąc przed monitorem i pijąc wykwintne czerwone wino. Warto jednak wczuć się w miejsce tamtych rodzin. Jeśli wmawiano im, że wykształcenie jest zbędne, wystarczy, że będą tak pracować, skazano ich na poczucie bezradności. Obietnice zostały pochowane wraz ze poprzednim systemem, a tamtejsze rodziny są zmieszane nad grobem minionej epoki i… pocieszają się winkiem. Wypijmy za ich zdrowie.

You may also like